Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2015

Zupa krem z marchewek

Dzisiaj serwuję prosty przepis na zupę krem z marchewek. Ta zupa krem to główna  specjalność mojej koleżanki Doroty. Warto dodać, że ona nie ma czasu na gotowanie, więc gwarantuję, że nie spędzicie dużo czasu w kuchni :)

Potrzebne składniki: 
0,5 kg marchewki, cebulka, 4 średnie ziemniaki, 1 liść laurowy, 2 ziela angielskie, kostka rosołowa, pieprz, słodka papryka i Vegeta.

Robiłam taką zupę kilka razy, była dobra. Kila razy już robiłam wzbogaconą o kilka sztuk pieczarek, ząbek czosnku i również była super. Im więcej dodasz warzyw, tym będzie zdrowsza, a smak zmieni się tylko odrobinę.

Przygotowanie:
Myję marchewkę, obieram i kroję jakkolwiek, najczęściej w talarki, ponieważ szybciej się ugotuje. Wrzucam liść i ziele. Twarde warzywa (np. seler) wrzucam od razu razem z marchewką. Zalewam wodą prawie do pełna (bo dodam pod koniec gotowania ziemniaki, więc poziom zupy wzrośnie) i wstawiam na dużym ogniu. Gdy zaczyna się gotować, zmniejszam ogień.



Dodaję kostkę rosołową. Gdy marchewka jest już miękka wrzucam pokrojoną cebulkę, tak samo wcześniej umyte i pokrojone (pieczarki i) ziemniaki. Doprawiam, mieszam. Wracam do kuchni co jakiś czas i sprawdzam, czy ziemniak jest już miękki. Jeśli tak, odstawiam garnek z ognia. Wygląd prawie gotowej zupki nie jest najciekawszy. To normalne :P




Gdy zupa lekko ostygnie zabieram się za blendowanie. Zanim chwytam za blender wyławiam liść laurowy i ziele angielskie, następnie blenduję zupę w garnku na gładką masę.

Zupa krem z marchewek jest już gotowa! J Jeśli wyszła Ci za rzadka możesz następnym razem wrzucić więcej marchewek lub ziemniaków. Ale jeśli wyszła tak za rzadka, że nie da się jej nazwać kremem – rada na szybko: ugotuj kilka sztuk ziemniaków i ugotowane zblenduj z zawartością w garnku. 

Smacznego! :)

niedziela, 25 stycznia 2015

Gofrownica - fajna rzecz

Tuż przed sesją postanowiłam sobie sprawić pewną przyjemność. Zakup gofrownicy pojawił mi się w głowie już dawno, aleee nie znalazłam super okazji, by ten pomysł urzeczywistnić. Jednak nadszedł już ten czas, ponieważ w Lidlu można ją nabyć za 49,99 zł :) 



 
Po co gofrownica? Bo gofry są pyszne, a kupowanie pakowanych w sklepach lub pieczonych na starówkach wychodzi dużo drożej, niż z własnej, domowej gofrownicy. A czy sprzęt z Lidla nie okaże się trefny, czy warto? Hm, warto, bo:
- cena - o tak, cena aż kusi! Naprawdę taniej nie spotkałam nigdzie.
- firma: SILVER CREST - z tej samej firmy mam blender. Często go używam i ani razu nie zepsuł się, nie zacinał ani nic z tych rzeczy. Mama kupiła blender z Philipsa za podwójną cenę, a jest słabszy niż mój, nie ma pojemników i w pracy jak i w zmywaniu okazał się być mniej praktycznym niż ten z Silvera. Hm, droższe wcale nie oznacza lepsze :)
- wygląd – piękna, nawet powiem ekskluzywna :) hihi
- smak – jutro upiekę i się podzielę, czy są dobre. Jak zrobię dobre ciasto, to gofry powinny być wyborne. 

Piszę posta już dziś, bo może też chodził Ci po głowie kupno takiego sprzętu, a się zastanawiasz, czy warto. Zachęcam do kupna. Jeśli się w krótkim czasie jednak rozmyślisz, to w ciągu 14 dni możesz oddać sprzęt i w sklepie zwrócą Ci pieniądze. A według książeczki z instrukcją: gofrownicę obejmuje aż 3-letni okres gwarancji. Więc śmiało :)


Są również podane przepisy! :)

 
Już nie mogę się doczekać, jak zobaczę pozytywnie zdziwione miny moich gości, którym do np. do kawy zapodam gofra z bitą śmietaną. 
Mmmm pycha! 

Jutro dam znak, jak działa urządzenie i czy wafle smakują :) ;)


***
Okej. Tak jak pisałam - jeśli zrobię dobre ciasto, to gofry muszą być dobre! Zrobiłam dziś pierwsze gofry! Smakowity zapach unosił się po całym domu :) Muszę tylko wyczuć, jak równomiernie rozlewa się ciasto (stąd te jaśniejsze jakby niedopieczone plamki na waflach), ale to tylko kwestia czasu. Gofrownica działa, gofry są pyszne. Moje dzisiejsze były słodkie, więc nie potrzebowałam nawet konfitur, nutelli czy cukru pudru.

Smacznego!



(Powyższe zdjęcia są mojego autorstwa)


wtorek, 14 października 2014

Dżem jabłkowy

Tyle razy słyszałam, że jedna ciocia robi takie lub inne przetwory, druga ciocia składa ogórki, Mama ma już dość tych malin i nie robi tylko dżemików i soków, ale też coś pysznego na rozgrzanie :P i lepsze krążenie :)
W końcu i mi zachciało się coś stworzyć. A że najlepszym specem w tej dziedzinie jest Babcia – zatelefonowałam do niej i uzyskałam prosty, aczkolwiek sprawdzony przepis na dżemik jabłkowy.
(Zapewne dla Ciebie jest to nie od dziś znany przepis, ale ja po raz pierwszy zrobiłam dżem sama i aby niczego nie zapomnieć w przyszłości, zamieszczam potrzebne "instrukcje".)




Studencki przepis na dżem jabłkowy



Kupione jabłka (wybrałam najtańsze  nasze, polskie jabłka) obrałam, pokroiłam na cząstki. Babcia powiedziała, że należy jabłka starkować na tarce bądź jeśli jej nie posiadam (i tu miała rację :P) to powinnam pokroić na malutkie kawałeczki i się nie przejmować, bo i tak się rozgotują i otrzymam smaczny dżem.







Nie mam tarki, ale na szczęście mam blender. ;) 

Blender załatwił mi całą sprawę w niecałą minutę. Włożyłam część obranych jabłek do blendera.







Aby szybciej mu się blendowało, pokroiłam dodatkowo jabłka na mniejsze kawałki. 
Jabłek miałam sporo, więc czynność powtórzyłam kilkakrotnie.
Posiekane już jabłka przełożyłam do miski a do pojemnika wsypałam kolejną porcję jabłek.






Jak widać na zdjęciu  przy zbyt wielkiej ilości wrzuconych jabłek do pojemnika wystąpił taki problem, że te z dołu były już miazgą, a te z góry nie były nawet tknięte przez ostrza.
Wskazówka: lepiej wsypać na jeden raz mniej owoców. Ostrza zblendują całość, a mi (ewentualnie) będzie też łatwiej przemieszać.




Gdy już wszystko było potarkowane wlałam do garnka mniej niż pół szklanki wody i zagotowałam. Do gotującej się wody dodałam wszystkie potarkowane jabłka z miski. 
Mieszałam od czasu do czasu.
Następnie dodałam cukier  lubię słodkie, więc na pewno wsypałam 1 szklankę. A potem mieszałam, próbowałam i dosładzałam. 
Całość gotowałam 3-5 minut.





Kolor złoty, tak jak u Mamy. Byłam z siebie dumna. W smaku - mmm prawdziwy dżem! Bez chemii.
W taki prosty i szybki sposób miałam przepyszne śniadanie. Postanawiam robić co jakiś czas taki dżemik. Nie trwa to długo, a wiem, co jem. Przyznam, że kupowałam różne dżemy z Biedronki czy Lidla, ale skoro mogę zdrowo zjeść dżemik własnej roboty....to na taki zakup już się nie skuszę.